TO JEST BARDZO POWAŻNY TEKST O DUPIE MARYNI.

LUXMED

Ludzie ich nienawidzą. Omijają szerokim łukiem. A mnie przyciągają jak magnez. POCZEKALNIE w ośrodkach zdrowia. Niby nic się tam nie dzieje, ale jak posłuchać, to Konfucjusz i Hipokrates conajmniej. Wszystko takie trudne egzystencjalnie. Wiem, gdzie Rzym, gdzie Krym, ale doczytajcie do końca, bo to nie takie tam fiu bździu o grypie.

Młoda laska wchodząc: Dzień dobry, pani ostatnia?
Pani Starsza (dajmy na to, że Marynia): Pan Doktór woła do gabinetu.
Ml: Ja pytałam, czy Pani ostatnia…
Marynia: A co panią to obchodzi? I tak Pan Doktór zawoła.

Myślę sobie: niezły początek, będzie zabawa. Nie ma jak konflikt pokoleń. I najszacowniejszy Pan Doktór. Ale nie, przyszła druga babka, też po 50-tce, ale mniej. Dość dziwny urodzaj jak na tę specjalizację lekarską, ale ok. Słucham dalej, bo że to nie koniec, to nie wątpię.

Marynia do starszej inaczej:

– Pani.. ja tu już trzeci raz w ostatnim czasie.
– A co pani dolega? – spytała ta druga z grzeczności chyba, bo zainteresowanie wykazywała umiarkowane.
– A wie pani, najpierw se myślę: wrzód na rzyci. Znaczy, no wie pani, no tam, jakby na pupie… Albo gorzej. Rak! Zośka, ta z czwartego też tak miała, tak samo, no identycznie, tylko guza mózgu jej wykryli. Tak z dnia na dzień, pani. Poszła i tyle ją sąsiedzi widzieli, no mówię pani. No i jak tu iść do lekarza, co powiedzieć z taką chorobą, no wstydliwą. No ale rosło, to poszłam, bo córka kazała.
– No i co powiedział ginekolog?
– Pani, jakem usłyszała, że hemoroidy, tom myślała: co za wstyd ogromny! Toż ja nie mam żadnych robaków! Ale się okazało, że to nie robale, z owsikami mi sie pomyliło, tylko te, no, takie pęcherze, wie pani…
– O wiem, wiem, też miałam, w ciąży. Boli przy wydalaniu, to się pamięta.
– No, boli. Ale na dodatek się okazało, że i piecze. Bo jeszcze grzybica jaka, no ja rozumiem na palcach od brudu czy co. Wie, no swędzi, a przecież się człowiek na ulicy nie podrapie. Po nodze to tak, jak rajtuzy nawet, ale nie TAM!

Nie czuję się komfortowo – taka mnie refleksja dopadła w dzikim tempie. Bardzo dzikim. No, to teraz dopiero się zacznie! Ale nie, ileż taktu! Jakaż dyskrecja! Źle je oceniłam, oj źle. Zamilkły obie, pewnie oddały się wspomnieniom trudnego oddawania stolca.
Przyszła natomiast kumpela młodej laski.
- Jaka mega beka, Monia – woła od progu nie zważając na to, że siedzimy tam we cztery. – Idę sobie, a tu Kamil, kumasz, ten z drugiego roku, były Andżeliki! Z jakąś hipsterką na ramienu, lans na maksa. Rozumiesz, ona na nim wisiała jak jakaś…jakaś… lumfra!!
– Lumfra? – Marynia oniemiała z oburzenia. Nie, oniemiała nie gada, przecież niema. Tak usta uroczo w dzióbek złożyła patrząc na starszą inaczej i konspiracyjnym szeptem: ja rozumiem, dziwka, ździra i wywłoka, no kurwa jakaś, ale LUMFRA??

Kochani, ja Was zapraszam w miejsca, w które chodzę. Tego nie wolno przeoczyć.

Comments
  1. 6 lat ago
  2. 6 lat ago

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>