TACY SAMI, A ŚCIANA MIĘDZY NAMI

Jumping_cholla

Różne związki, różne potrzeby, różne finały. Poznajcie ich…
Joasia, Wojtek i Justyna.

Ostatnie miesiące… może nawet rok to czas, kiedy wiele czasu spędzam z nowo poznanymi ludźmi. Ciekawią mnie sposobem bycia, życia, urokiem lub jego brakiem, historiami, pomysłami, a nawet buractwem (z rzadka, ale bywa). Dziś przed Wami fragmenty wypowiedzi kilku osób, spotkanych mniej więcej w tym samym czasie, w tym samym miejscu. Różni całkiem, a połączeni…

Aśka, 29 lat, mama 6-letniej Zosi

Kiedy wychodziłam za mąż byłam przekonana, że to na całe życie. Wojtek miał wszystko, co uosabiało udany związek: był łagodny, otwarty na nowe, błyskotliwy, tolerancyjny. Nie zauważyłam, kiedy tolerancja zmieniła się w szyderstwo i pogardę, a otwartość na nowe – w nałóg uzależnienia od gier komputerowych. To trwało niemal dwa lata. Gdy przez 9 dni pod rząd natychmiast po przyjściu z pracy siadał do konsoli i kończył o 5 rano, by o 7 znów wyjść do pracy uznałam, że miarka się przebrała. Nasz syn praktycznie nie miał ojca, bo co z mu z obecności fizycznej, gdy jego istnienia nie zauważał. Mąż nie zgodził się na terapię. Nie zgadzał się również na malowanie jajek (bo żenujący zwyczaj pogan), ani bożonarodzeniowy talerz dla nieznajomego (bo jak przyjdzie łachudra, to przecież nie wpuścimy). Pewnie nie jestem bez winy, ale złożyłam pozew rozwodowy dopiero, gdy zrozumiałam, że nie ma już rodziny, „nas”, jestem ja z dzieckiem i on.

Wojtek, 34 lata, projektant systemów IT

Oboje popełniliśmy dziesiątki błędów. Kompletnie ignorowałem potrzeby żony i dziś wiem, że to co wydawało się oczywiste, wcale takie nie było. Ona chciała, bym wszystko odgadywał, nic nie działo się wprost. Każde z nas poruszało się w kręgu inych znajomych, plany przewidywały jedynie spotkania nocą, a i wtedy różnie bywało. Kasia chciała zagarniać cały świat, ja też – ale te światy się nie stykały. Czy ją winię? Nie myślę w tych kategoriach. Niby nic się nie stało, nikt nikogo nie zdradził, nikt nikomu noża w plecy nie wsadził. Spierdolone, powiem po męsku, obustronnie.

Justyna, 38 lat, mama 11-letniego Tymka

Możemy to jeszcze uratować, wiesz? Właśnie ustalamy nowe priorytety i zasady w naszym domu, cele wspólne i odrębne dla każdego z nas. Nawet to rysujemy, żeby uniknąć niedopowiedzeń i by w to, co możliwe, zaangażować Tymka. Wiemy, co zawaliliśmy po całej linii. Lista jest długa, od banalnych skarpet pod łóżkiem po niejednokrotne zdrady. W sumie równie banalne… Pracujemy z terapeutą, nie wiem, czy sami dalibyśmy radę, tyle w nas było obwiniania, żalu, złości graniczącej z nienawiścią. Chcemy wierzyć, że się uda. Musi się udać.

 

Znacie zapewne wiele osób, podobnych do bohaterów mojej krótkiej historii. Myślicie, że można im jakoś pomóc, zanim zapadnie klamka? Należy ingerować czy lepiej zostawić ich ze sobą? Robić coś czy nie robić nic…?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>