PRZYPADKI CZTERDZIESTOLATKI. SMARTFON.

IMG_20150415_132422Ona, nasza bohaterka, jest ewidentnie z pokolenia dyskietek. Pierwszych atari. Gry w gumę, krawężniki, w noża i wiszenia na trzepaku całymi dniami. Kojarzycie, to takie zabawy dla tych, którzy spędzili dzieciństwo w bezpośrednich osiedlowych relacjach, bez awatarów.

Przed Wami relacja z pierwszego tygodnia użytkowania smartfona. Nie, że nowy czy coś. Pierwszy. W życiu.

Smartfon w dłoni, czyli okiem laika

Dostała telefon jakich miliony, żadne tam cuda wianki. Nawet nie najnowszy. Dwójka Samsunga. Ciężki – w porównaniu do klasycznych telefonów, które miała do tej pory. Dotykowa klawiatura to pewnie kwestia przyzwyczajenia myślała, biorąc aparat do rąk po raz pierwszy. I tu niespodzianka. Zanim zacznie wokalnie witać się ze światem, przed nieświadomą jeszcze dziewoją test sprawności intelektualno-technoLOGICZNEJ.

1. założenie konta na gmailu

Nie rozumiała, po diabła jej kolejne konto e-mail. Zbędna czynność, gdy masz już kilka adresów. Nie chciała go zakładać, ale właściwie nie miała wyboru. Raz dwa to machnę – przeszło jej przez głowę, ale – i tu niespodzianka. Znalezienie nazwy, której by nie było (o imieniu i nazwisku, ksywie itd. można zapomnieć, a „cacuszko1974” czy „cyckicyganki” nie bardzo jej leżało w naturze) było nie lada wyzwaniem i trochę czasu zajęło. Twierdzi wprawdzie, że po jakimś czasie irytację zastąpiła głupawa, ale pierwsze uczucie zapamiętała.

2. przeniesienie numerów ze starej komórki

Coś znanego „bluetooth”, które miało zadziałać po kilku czynności, nie zadziałało. Cholera wie, czemu, ale zero informacji co dalej. Ktoś litościwy banalne rozwiązanie podpowiedział: po prostu kartę przekopiuj. Fakt, czasem to, co pod nosem, niewidzialne. Heloł!
Ale „po prostu” – łatwo powiedzieć, toć one inne są! Nie wsadzę jednej za drugą, mają inne rozmiary – pomyślała z niepokojem o sobie, że… trochę blondynkuje. Niemożliwe, że jest taka nieporadna. Babcie też mają telefony! No tak, ale pewnie wnukowie dają babciom gotowiutkie go użytku – podpowiedział rozsądek. Co racja to racja.
Kolega się w końcu zmiłował. Nie wytrzymał. Skopiował.

Niespodzianka (nie pierwsza już): nie wszystkie numery się przeniosły. Jak sprawdzić, które? Sprawdzanie pojedynczo to zadanie na kilkanaście godzin. Co ciekawe, niektóre poprzenosiły się zdublowane i pod innymi nazwami, i Zosia Nowak jest obecnie Nowak, Zosia. Mądre Urządzenie pyta, czy powiązać numery. Tak, pewnie – ucieszyła się z inteligentnych podpowiedzi i zatwierdziła, przecież to te same osoby. Powiązało: oba numery zniknęły z kontaktów. Cudownie. Kolega znów się przyda.

3. użytkowanie tak zwane bieżące

Wie, czym jest sklep internetowy, w końcu nie jest z ery kamienia łupanego. W jej czasach były już lodówki ;-), więc – ogarniając coraz więcej – ściągnęła bezpłatne aplikacje. Najpierw do gier dla dzieci. Ucieszyła się, bo to banalnie proste: dalej – dalej – uruchom. Dzieci, oczywiście, w sposób naturalny weszły w rolę użytkowników. Połączyły się wprawdzie kilka razy z jakimiś zakupami, ale do transakcji (chyba) nie doszło. Się okaże.

Po dwóch dniach komunikat na czerwowo: telefon zainfekowany. Tylko nie to – na samą myśl o kolejnych krokach zrobiło jej się gorąco. Tym razem nie chciała prosić o pomoc. Postępowała według kroków wypisanych przez „prowadzącego”, czyli jakiś alert. Potwierdziła swoją tożsamość numerem telefonu, uznała, że prośba w sumie logiczna. Dostała SMS z informacją, by kolejny potwierdzający odesłać… I tu ręka jej zadrżała. Przypomniała sobie zasłyszane i przeczytane internetowe historie o tajemniczych numerach wyłudzających kosztowne połączenia. Sru. Wygooglowała.
Nie jest dobrze. Internet radzi skierować się do operatora…

4. BOK

Numer telefonu znaleziony w Internecie nie pomógł. To znaczy pomógłby, gdyby miała kłopoty z płatnością. Albo anielską cierpliwość może. Przeszła kilka ścieżek (właściwie to bardziej ścieżek dźwiękowych niż tekstowych), ale żadna nie doprowadziła jej do rozwiązania. O nie, nie dam się spławić. Napisała natychmiast na fanpage’u. Po 20 sekundach odpowiedź od marki i przekierowanie pod e-mail. Konkret. Napisała wiadomoość używając wplecionych słów z tekstu znalezionego w Internecie: „SMS premium” (nie wiedziała, że takie coś istnieje), „blokada na płatne serwisy” (to akurat logiczne). Normalnie napisałaby po prostu: ratujcie przed jakimiś spamami, oszustami i moją naiwnością też!!
Po 24 minutach telefon z BOK-u. Dialog sensowny, okraszony ze strony Pierwszej Użytkowniczki kilkoma epitetami typu „cholerny” i „gówniane”. Pani w słuchawce to oaza spokoju – pewnie nie z takimi czubami miała już do czynienia. Zawsze podziwiała ludzi pracujących w infolinii…
Sprawa rozwiązana – pochwała dla pracowników BOK-u.

I co dalej?

Refleksje

Zastanawiamy się obecnie wspólnie, na ile intuicyjne są urządzenia dla użytkowników, którzy próbują swoich sił pierwszy raz. Wczesnych Iksów. Czy takich jak Ona jest więcej? Czy jest jednak nieco nieporadna technologicznie? Czy ma opór przed nowym czy nowe nie jest tak banalne jak by się zdawało? Czy producenci zakładają pewną wiedzę młodszego pokolenia licząc, że starsze temu sprosta?
Jak Wy to widzicie?

 

 

(fot: autorka)

Comments
  1. 2 lata ago
  2. 2 lata ago
  3. 2 lata ago
    • 2 lata ago
  4. 2 lata ago
  5. 2 lata ago
    • 2 lata ago
    • 2 lata ago

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>