NIEZATAPIALNA

wańka

Jest w moim życiu osoba, która niezbicie przypomina mi Lisbeth Salander. Drobna, ale nie filigranowa. Kobieca, choć nie ma, jak Salander, zrobionych cycków. Nie ma też tatuaży i nie jest psychopatyczną jednostką aspołeczną; wręcz przeciwnie, ludzie ją uwielbiają. Czemu więc je łączę?

Otóż, obie są jak ta wańka-wstańka, która kolebie się na boki i zawsze wraca do pionu. Setki razy upada i setki razy wstaje.

Osobie, o której myślę, los nie szczędzi doświadczeń. A ona je przyjmuje jak rzuconą prosto w twarz rękawicę. Trochę jest jak bokser na ringu: dostaje ciosy, pada na matę niemal rzężąc – i ku niebotycznemu zdziwieniu obserwatorów – wstaje. Oczy łzawią, krew sika, nogi ugięte, ale ona – stoi.

Beztroskie życie skończyło się niespodziewanie kiedy odkryła, że jej mąż jest alkoholikiem, a jej wielomiesięczne wyparcie dotarło do niej z mocą huraganu i z miejsca zostało zastąpione nagłym objawieniem. Sru. Nie odbyło się bez bólu i upokorzenia, do tej pory uczucia dość odległego. Od tego momentu ciosy spadały jej na głowę systematycznie, a ona, po każdym z nich, zginając się w pół, wstawała. Z podniesioną głową, po terapii, złożyła pozew rozwodowy. Niedługo potem kolejny strzał – trudny telefon. Nagłą śmierć matki przeżyła ogromnie, nie do końca pozbierawszy się jeszcze z poprzedniego. Wypłakana, z podniesioną przyłbicą, ruszyła jednak ku nowemu. A w nowym czekała… utrata pracy. Bolesna, bo dzieci na utrzymaniu i – póki co – brak alimentów. Nie złorzeczyła. –  Nie z takimi jednak rzeczami ludzie sobie radzą – powiedziała i zakasała rękawy, by szukać czegokolwiek, co zapewni byt. Było trudniej niż się spodziewała, o wiele. Płakała przez chwilę. Zadłużyła się, ale po 8 miesiącach znalazła nowe miejsce . Wieść o nowotworze u brata sprawiła, że mocno upadla na kolana.-Tylko nie to – szeptała – tylko nie to... Bóg miał widać podobne plany i brat wyzdrowiał. Brzmi niewiarygodnie? Żadne z tych wydarzeń nie jest fikcją i w wszystkie wydarzyły się w okresie krótszym niż 5 lat.

Jak to możliwe, że istnieją jednostki wyposażone w tak niebywałe umiejętności? Przyjmowania i szybkiego rozpoczynania na nowo, w nowych okolicznościach i nowej sytuacji. Może nie akcpetowania, ale jednak brania tego, co niesie los i natychmiastowego wdrażania planu B? Jak można mieć tyle siły i samozaparcia? Wiary i przekonania, że wszystko się ułoży?

Tak wiem, Salander nie płakała, a ona tak (no ok, raz się Lisbeth zdarzyło, pamiętacie kiedy?). I w ogóle nie ma zbyt wielu podobieństw. Upór w walce o siebie o swoje życie łączy je jednak tak silnie, że nie mogłam oprzeć się temu, może nieco absurdalnemu, porównaniu. Kilka dni mnie to męczyło, aż postanowiłam się z Wami podzielić.

(Refleksja mnie właśnie naszła, że ten wpis jest mało bożonarodzeniowy, ni słowa o choince. Nadrobię to może kiedyś).

Tymczasem wszystkim życzę umiejętności podnoszenia się. Trzymania gardy. Przekuwania porażek w sukcesy i wiary, że – to się po prostu MUSI UDAĆ. O!

 

 

fot: froka.ru

Comments
  1. 4 lata ago
  2. 4 lata ago
  3. 4 lata ago

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>