DZISIAJ JEST MI SMUTNO.

piórko

Miałam 9 lat, kiedy raniutko poszliśmy odwiedzić mamę w szpitalu i ładna pani w białym kitlu, patrząc na ojca ze smutkiem, kiwnęła przecząco głową… Tata, ze zrezygnowaniem i jakimś takim ciężarem, otarł oczy i gdzieś poszedł. Wrócił za moment i – wyszliśmy.

Nie bardzo rozumiałam.

Jeszcze tego samego dnia poszłam do szkoły. Jak co dzień. Wychowawczyni mnie przytulała, pani od weufu powiedziała, że w tej sytuacji to mogę iść do domu. Bo przecież jutro jest 1 listopada. To poszłam.

Nie rozumiałam znaczenia słów: mama nie żyje. Nie mogłam ich rozumieć. Wręcz nie miałam prawa, bo jak je można ogarnąć? Przecież się kiedyś pojawi, gdy będę potrzebowała. Będzie jak każda mama. Rozczesze mi włosy, pogłaszcze po policzku.

Na pogrzebie płakałam, wszyscy płakali. Sąsiedzi z bloku, przyjaciele, rodzina. Potem odjechali i zostaliśmy w piątkę. Ojciec i my.

Ludzie pomagali. Zwykle obcy ludzie. Choć nie było Internetu, była empatia. Głośno szeptana. Z biegiem lat zanikała, ale najważniejsze były te pierwsze.

Kilkanaście lat później wydobyłam ze szpitala historię choroby mamy. Nie bez protestów i oporu lekarzy. Zrobiłam badania genetyczne. To akurat z zachętą lekarzy.  A kiedy jeszcze kilka lat później wykryto u mnie guz i czekałam na wynik biopsji, zrozumiałam, czym jest strach. Nie wiem, czy odczuwałam go bardziej przez przywołanie obrazów i demony przeszłości, czy też paraliżujący strach ten wzbudzał widok tłumu poszarzałych na twarzach, wyłysiałych, samotnych kobiet. Nigdy nie zrozumiem, czemu były tam same.

Wcześnie zaczęłam pracować z amazonkami, chyba jeszcze na studiach. Nie dałam rady. Trudno było zaakceptować kolejne odchodzące koleżanki. I ich ciągłe: dlaczego ja… Dziś pracuję z osobami zdrowymi (o ile takich jak ja społeczność uznałoby za zdrowych), promując profilaktykę nowotworową. Popieram pomysły tworzenia kalendarzy, banków zdjęć (nota bene świetna akcja!), akcji ultrasonograficznych i mammograficznych (baby!! korzystajcie z nich!!), każdego rodzaju oswajania choroby i mówienia o tym, jaką rolę spełnia podczas choroby i żałoby rodzina. Psychoonkologia to dziedzina, której wciąż się nie docenia.

Powinnam Was przeprosić: dzisiaj imprezy na mieście, dynie w oknach, bale haloweenowe, a tu wieję powagą i smętem. Domyślacie się jednak zapewne, że to anglo-święto to nie moja bajka…

Ten wpis jest dość osobistą prośbą do Was. Poświęćcie _jedną godzinę_ rocznie na wizytę u onkologa. Tylko jedną. Bez skierowania. By się upewnić, że jesteście zdrowe, piękne i możecie budować nowy świat. By Wasze maluchy – teraźniejsze lub wymarzone – miały mamę.

Comments
  1. 5 lat ago
  2. 5 lat ago
  3. 5 lat ago
  4. 4 lata ago
    • 4 lata ago

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>