7 książek, które nadały smak dzieciństwu

ksiazka

Życie w rodzinnym domu toczyło się wokół książek, telewizora i jedzenia. Dzięki pierwszemu zapalił się we mnie ogień miliarda zainteresowań i płonie do dziś. Dzięki drugiemu zostałam wielką miłośniczką sportu i kibicem z silnym gardłem. Trzecie zaś sprawiło, że zrozumiałam, na czym polega wielkość wspólnych posiłków. Telewizor z czasem stracił moc, jedzenie nie było wartością samą w sobie, ale czytanie… no cóż, stało się po prostu nałogiem!

Zanim skończyłam podstawówkę, miałam na koncie setki przeczytanych powieści. Opowiadań nie lubiłam, bo za krótkie. Wierszy też nie, bo jak się je szybko czytało, to nie miały sensu ;-) Konie ze skrzydłami i gnomy do mnie nie przemawiały. Pomyślałam sobie niedawno, że było kilka takich powieści, bez których w ogóle nie wyobrażam sobie dzieciństwa. Które na stałe wpisały się w moje wspomnienia (a może nie tylko moje?).

Nie wiem, jak było u Was, ale mi ojciec zabraniał czytać więcej niż 2 godziny dziennie, a ponieważ nie umiałam odłożyć przeczytanej książki, nauczyłam się z nóg robić namiot pod kołdrą, podkradałam latarkę i przez lata psułam sobie oczy. Też tak kombinowaliście?

Oto moja „złota siódemka”:


1. „Winnetou”. Związek wodza Apaczów i jego wiernego przyjaciela Old Shatterhanda stały się podstawą wiary w przyjaźń po grób. Gdy dowiedziałam się, że złodziej Karol May napisał swoje powieści nigdy nie będąc na Dzikim Zachodzie, przeżyłam ogromne rozczarowanie, które pamiętam do dziś. W tej samej linii stawiam jeszcze jednego autora powieści o tematyce niemal identycznej. Wiesław Wernic – polski powieściopisarz, którego książki (przygody lekarza i trapera) były równie popularne wówczas jak nieśmiertelny (ups, sorry, przecież on zginął od kuli) Winnetou. Wernic nigdy nie cenił Maya – swoje powieści oparł na badaniach źródłowych realiów życia na Dzikim Zachodzie, a także w kilkakrotnych podróżach do USA i Kanady, gdzie m.in. spotykał Indian w rezerwatach. Powieści Wernica czytałam chyba po sto razy. Serio.

2. „Zapałka na zakręcie” – debiutancka powieść Krystyny Siesickiej, no o miłości, a o czym? :- ). Biblia wczesnych nastolatek mojego pokolenia. Książka napisana z perspektywy dwóch spojrzeń, chłopaka i dziewczyny. Wersje różniły się od siebie znacznie, co wówczas mnie denerwowało (co za literacka niespójność!), dziś bawi realnością. Z podobnego nieco tonu dziecięcego odbioru: dziesiątki razy czytałam „Dziewczyna i chłopak, czyli heca na 14 fajerek”. Miodzio!

3. „Większy kawałek świata” – pierwsza powieść detektywistyczno-obyczajowa Joanny Chmielewskiej, z jaką przyszło mi obcować. Bo w ogóle to dziewiąta powieść autorki. Nie była zniewalająca kompletnie, ale to dzięki niej odkryłam Chmielewską. To przygody Tereski i Okrętki, które wyjeżdżają na wakacje pod namiot, do Augustowa. Wskutek awarii samochodu i jej konsekwencji, natrafiają ślady działalności szajki przestępczej. Wbrew własnej woli dziewczyny zostają wmieszane w aferę kryminalną.

Potem „Klin”, „Lesio”, „Wszystko czerwone” i – przepadłam. Śmiałam się w tramwaju, czytając na plaży, w bibliotece. Majstersztyk.

Powieści detektywistyczne (jej i nie tylko) to miłość na lata. Przeczytałam wszystko, co napisała autorka, a także setki wywiadów, jakich udzieliła. Mój związek z Joanną Chmielewską (a raczej Ireną Kuhn) zaowocował nawet pracą magisterską na temat jej bohaterów.

4. Cykl „Dzika Mrówka” Andrzeja Perepeczki, profesora Akademii Morskiej i doktora nauk humanistycznych (o czym dowiedziałam się wiele lat później), wychował chyba kilka pokoleń czytelników. Objawienie – główni bohaterowie są z Gdańska, na wyciągnięcie ręki, z Oliwy! Grają w hokeja w hali Olivii, w miejscu, gdzie sama jeździłam i jeżdżę na łyżwach. Pochłonęłam to po raz pierwszy gdzieś w drugiej klasie podstawówki, jedną z powieści mam na półce do dziś. Przygody Dzikiej Mrówki i Jego Brata czytali głównie chłopcy (tak jak potem cykl przygód Tomka, tego od Szklarskiego), ale mnie podobały się egzotyczne podróże i wpadki tych bliźniaków. Książki wciąż aktualne, choć nie znajdziecie tam wzmianki o technologii ;-) Przy okazji autora historia prawdziwa:

Wiedziałem, że pan Makuszyński mieszka w pobliżu, więc z kolegami poszedłem pod jego dom – opowiada. – W pewnym momencie zobaczyliśmy łysego mężczyznę. To był on!
Nastoletni Andrzejek zebrał się na odwagę i zagadnął słynnego autora. Rozmowa była nieskomplikowana, więc świetnie ją pamiętam.
- Pan Makuszyński?
- Tak.
- Kornel?
- A o co chodzi?
- Bardzo mi się podobają pana książki.

5. „Nicky Cruz opowiada”. Umówmy się, że to nie jest klasyczna pozycja dziecięcej biblioteczki. Ja ją znalazłam w domu w pokoju starszego brata, a ponieważ wszystko, co znalazłam – czytałam, połknęłam i to. Oniemiałam. To prawdziwa i wstrząsająca historia przywódcy najpotężniejszego i najbrutalniejszego gangu Nowego Jorku lat 50-tych. Portorykańczyk Nicky Cruz jako nastolatek został wysłany do Nowego Jorku, ponieważ rodzina nie mogła znieść jego buntowniczej natury. Wtedy został przestępcą i uzależnił się od narkotyków. Był przywódcą gangu, Mau-Mau, kilkadziesiąt razy był aresztowany, kilka razy stawał przed sądem. Mając 19 lat, spotkał pastora Kościoła Zielonoświątkowego (wtedy nie wiedziałam, co to kościół zielonoświątkowy), z pomocą którego przeżył nawrócenie. Ponoć nauczał także w Polsce.

Ta autobiografia (a nie przepadam za tym gatunkiem; kolejną autobiografią, która w ogóle się liczyła potem, była autorstwa Kirka Douglasa, „Syn śmieciarza”) naprawdę warta jest przeczytania.

6. To chyba powinna być pozycja numer jeden, bo ukształtowała wiele lat mego życia. Zbigniew Nienacki jako fenomen literacki. „Pan Samochodzik i …” – pamiętacie!? Książka wszechczasów: „Niesamowity dwór”. To było coś! Polski Indiana Jones! W roli głównej kustosz – detektyw pan Tomasz (najpierw dziennikarz interesujący się archeologią i historią) i jego wehikuł odziedziczony po wuju-wynalazcy: pokraczne auto będące amfibią z silnikiem ferrari. I Waldemar Batura – przestępca, nie taki groźny, ale jednak. No i potem młody Mikulski…

Mała dygresja: biorąc „jak leci” z półki wzięłam wówczas „Raz w roku w Skiroławkach” , także Nienackiego. Nie, to NIE BYŁY przygody Pana Samochodzika. Tak – ta książka również wywarła wpływ na mą dziecięcą wrażliwość ;-)

Chyba tak przesiąkłam „Panem Samochodzikiem”, że zdecydowałam się na technikum renowacji zabytków. A nuż spotkam tam takiego pana Tomasza…

Nie spotkałam.


7. Siódmej pozycji nie umiem wskazać – literackich miłości było tak wiele!

Może Wy pokażecie mi swoje „top7” i tam dostrzegę brakujące ogniwo?

Comments
  1. 3 lata ago
  2. 3 lata ago
    • 3 lata ago
  3. 3 lata ago
    • 3 lata ago
      • 3 lata ago
  4. 3 lata ago
    • 3 lata ago
  5. 3 lata ago
    • 3 lata ago

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>